Dzikie Pola idą w świat! Jacek Komuda o grze komputerowej „Hellish Quart” luty 2021

Waszmość Państwo! Wziąłem udział w nagraniu Jacka Komudy opowiadającego o fabule gry komputerowej „Hellish Quart”, do której napisał scenariusz. W owym wideo twórca gry Jegomość Jakub Kisiel Kuboldem zwany wspomina także o naszej ukochanej fabularnej grze wyobraźni „Dzikich Polach: Rzeczypospolitej w ogniu”. Czy jest to szansa, aby „Dzikie Pola” ukazały się w trzeciej edycji po angielsku podbijając Amerykę? 😀

Jegmość Jacek Komuda o grze „Hellish Quart” opowiada, a ja za statystę robię 😉

Gdziem się podziewał taki szmat czasu? styczeń 2021

Waszmość Państwo! Co prawda ciąglem publikował treści przez ostatnie pół roku, jeno na stronie mej na Facebooku. Ostatnio także pomagałem przy projekcie gry komputerowej o szermierce z wieku XVII przywożąc stroje do zeskanowania w technologii fotogrametrii, czyli do przeniesienia ze świata realnego do świata wirtualnego. Na filmiku poniżej autor gry KUBOLD przedstawia mój strój przeniesiony do gry.

Prusak Johannes w stroju mym

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 7 – 29 aprilis

Tak oto w kwietniu nasz jegomość poseł dotarł do Konstantynopola. Zapraszam do lektury ciągu dalszego zapisków podróży oraz do obejrzenia mej wypowiedzi nagranej w tematyce osmańskiej.

7 aprilis – sobota

Mróz jeszcze lepszy. Nocleg za dwie mili w miasteczku Prowadyjej. Tamże i nazajutrz Dzień Wielkanocny strawiłem dla nabożeństwa przystojnie w kapellach odprawionego, bo Halil pasza w przeszłym roku kościołek bernardynom rozrzucić kazał, dla tego że Raguzanie katolicy sta tysięcy aspr upominku nie oddali.

9 aprilis – poniedziałek

Wyprawiwszy Romaszkiewicza z Świątkowskim do Konstantynopola dla gospod i inszego czausa i listy tamże przez niego na wiedeńską i wenecką posztę dawszy, wyjachałem z Prowadyjej. Przebywszy dwie góry wielkie, stanąłem we wsi Zawykoi u Turczyna ochotnego.

10 aprilis – wtorek

Przyszedszy do wsi i rzeki Cięgi, po wysluchaniu mszej świętej w polu wsiedliśmy na konie, a wozy moje wszytkie ciężkie bawoły najemne ciągnęły na wysokie i przykre kamieniste góry, zwane Bałchany, z których Czarne Morze widać było. Szedłem potym lasem wielkiem, Deliurman zwanym, i wertebami przykremi aż do zachodu słońca. Nocleg niewczesny barzo w pustej wsi, Nader zwanej, nader też głodnej. Sześć mil wprawdzie tureckich liczą, ale stanęły za kilkanaście polskich. Kiedym szedł przez Cięgę, dziewki duże bułgarskie, strojne i gładkie, na karocę moję, w którejem siedział, pszenicę i proso z winszowaniem fortunnej drogi sypały; tom czynili i sielanie tameczni chrześcijanie.

11 aprilis – środa

Po mszy świętej chłodnym dniem na noc do miasteczka Hajdos, gdzie kłótnie z kadem i z czausem o zmyślone na noclegu szkody zażyłem. Tamże trwoga od Kozaków z morza była.

12 aprilis – czwartek

Skoro świt wyjachawszy, szedłem do wieczora niemal. Lasami i chrustami ostremi przez rzeczki kamieniste i mosty kamienne. Stanąłem obozem nad rzeką Derwenną, pod wsią Karaburanem, z której chrześcijanie tameczni Bułgarowie zaszli mi drogę prosząc na nocleg do wsi. Alem zabiegając potwarzom czausowym nie pozwoleł na to. Hasło wieczorem wytrąbić i strzelbę wszytką wypuścić rozkazałem.

13 aprilis – piątek

Po mszy świętej w polu wyprawiwszy znowu do Konstantynopola Sutorskiego, sługę mego i z Kuryłem, Ormianinem kamienieckim, do wezyra, szedłem sam w górę wysoką lasami. Nocleg za trzy mile w polu nad wsią Fakier, gdzie Ormianin lwowski z kałaraszem multańskim przypadli do mnie, dając znać o panu Rożniatowskim, słudze jm. pana krakowskiego, że jedzie za mną z listami od K. J. Mci i z instrukcyją do nowego cesarza, z której nowiny byłem wesół ze wszytką kompaniją.

14 aprilis – sobota

Mglistem dniem, w drodze złej i górach skalistych dogonił mię pan Rożniatowski i oddał mi wszytko, co miał od K. J. Mci, pana krakowskiego, księdza kanclerza i ze Lwowa od domowych moich, czego dusza moja tak długo pragnęła. Radem był tej rezolucyjej i nauce od K. J. Mci przysłanej, ale nie mniej i temu, że mi kontynuacyją drogi pochwalić raczył. Nocleg przy wsi Kowanłyku nad rzeką bystrą i kamienistą, którą przebyliśmy tego dnia 25 razów między skałami. W nocy odprawiłem listy do Polski przez kałarasza multańskiego.

15 aprilis – niedziela

W Niedzielę Przewodną po mszy świętej górami wysokiemi, skalistemi szliśmy pięć mil dziesięć godzin do Kierliszyjej, niemałego miasta. Stanąłem obozem nad samym miastem. Obiad aż w nocy, drwa i woda kupna, nie tylko żywność wszytka. Karwasery Turcy zastąpili. Kady skrył się i przewodnika nie dał. Czausz niecnota przyczyną.

16 aprilis – poniedziałek

Przeszedłszy kilka rzek i wsi mil cztery, stanąłem obozem nad pięknym miasteczkiem Burgazem, gdzie i karwasery, i meczet kosztowny z kopułami, oboje ołowem nakrytemi, i ganki, fontany we środku i przez wszytko miasto. Meczet wszytek usłany dywańskiemi kobiercami. Lamp z kilkaset. Bruki w mieście i w polu. Zajączkowski Poturnak załował barzo, żeśmy wszytkie w pień wysiekli Kozaki, bo tak niektórzy Turcy wierzyli.

17 aprilis – wtorek

Mil pięć uszedszy wielkim wiatrem i dwanaście mostów sklepistych na framugach z ciosanego kamienia przeszedszy odkryłem, równem polem, stanąłem w mieście Czołninba w polu; wody i miejsca dobrego obozowi nie było. Karwaser dostatni pod ołowem na samym cmyntarzu meczetowym kosztownie murowanym. Fontan, bocianów, synagorlic wszędzie przy meczetach pełno.

18 aprilis – środa

Przyszedłem nad samo Białe Morze dwie mili polem, a drugie dwie mili samym brzegiem morza do Sylibryjej, murem starym otoczonego miasta, i ruin zamkowych. Nocleg w karwaserze przy meczecie. Okręty pod miastem. Ryb morskich niemało.

19 aprilis – czwartek

W Bujuk-Ciekmedzy trzy mile od Sylibrejej, gdzie mi już inszy czausz Osman z Konstantynopola zajachał drogę z rozkazania wezerowego i traktował dobrze. Tenże i przystawem moim był w Konstantynopolu i wiernie, życzliwie wygadzał skontentowan ode mnie, płakał potym odjazdu mego.

20 aprilis – piątek

W Kucuk-Ciekmedzy, dwie mili od Konstantynopola, w rozkosznym pałacu, przy wysokich cyprysach, fontanach, nad morzem nocleg. Pan Starkowiecki zajachał mi drogę.

21 aprilis – sobota

W sobotę po rannym obiedzie ruszyłem się do Konstantynopola. W mili od Adryjanopolskiej Bramy w polu czekali mię czausz pasza i buluk pasza w kilkadziesiąt koni czausów i spahijów strojnych. Po przywitaniu wzięli mię między siebie, ten prawą, a ten lewą ręką jadąc. Alterkacyja zatym nastąpiła z kawalkatą moją, którą oni wyprzeć na czoło chcieli, żeby czauszowie immediate szli byli przede mną, na com ja nie pozwoleł. Stanęło na tym, że kompanija moja przede mną samym, a słudzy z czauszami zmieszali się i spahijami. Gonitwy potym w drodze były. Pisali się pięknemi końmi i dżyrydami tak, że niejeden z nich na ziemi leżał. Nic w tym jednak wstydu nie mieli. Rezydenta cesarza jmci chrześcijańskiego [Rudolf Schmid, rezydent cesarza Ferdynanda III] dragaman z starszym sługą w mili także przywitali mię w polu imieniem pana swego. Zbliżywszy się tandem do murów miasta samego, które są troiste, z wałami i z czwartym podmurowanym, minęliśmy (in conspectu Jedykułę zamek znacznemi więźniami sławny, po prawej ręce puściwszy) ośmdziesiąt baszt troistych, wyższych od miasta oprócz mniejszych z pola i bram dwie. Wjachaliśmy intra effusum populum przy drodze, którzy adventum faustum precabantur, osobliwie katolicy, chrześcijanie, zakonnicy, Adrianopolską sławną wielką Bramą. W ulicach różnych nacyi ludzie z obudwu stron czekali chcąc widzieć pierwszego ex tota christianitate do nowego pana ottomańskiego posła. Przywiedli nas potym paszowie z asystencyją swoją w dwór sam naznaczony. Ani zsiedli paszowie z koni, aż mię na wschodach ujrzeli. O dwudziestej godzinie skończyły się te ceremonije. Drugie potym sypały się z mieszka i z szkatuły talery z bławatami, bo czauszom, szpahijom, janczarom, to muzykom cesarskim. W godzinie nastąpiły salutacyje posłów angielskiego i weneckiego przez agentów i sekretarzów ich. Tegoż dnia oddałem wizytę cesarskiemu rezydentowi przez panów Manieckiego i Żywieckiego.

22 aprilis – niedziela

Niedziela. Po mszy świętej rekuperowałem przez Romaszkiewica w kanaje wołoskiej w Bochdan Szaraju listy odpieczętowane od jm. pana krakowskiego 5 martii w Winnicy do mnie pisane, które Lupul hospodar zatrzymał dotąd w Jassiech, ani w drodze oddawać kazał, aby mię do kosztu dla leniwej drogi i do żalu więtszego przywiódł, żem tak długo responsu i rezolucyjej żadnej nie miał i nic z Polski nie wiedział. Posłałem rano do wezyra wielkiego pana Kossakowskiego z panem Ponętowskim witając go a prosząc o prędką audyjencyją. Wdzięcznie przyjął i wymawiał się, że nie uprzedzieł. O czasie audiencyjej pierwszej przez swego oznajmić obiecał. Na Galatę zaś posłałem pana Miastkowskiego z panem Żywieckim oddać wizyty angielskiemu i weneckiemu posłom. Tegoż dnia drugie listy od jm. pana krakowskiego oddał mi Andronik, mieszczanin brodzki. Osman czaus, przystaw mój, przyniósł mi z skarbu od tefterdara na tydzień piniędzy na kuchnią i stajną po dwa tysiąca aspr rachując na dzień, co uczyni około 20 talerów. Nie kazałem brać dla większego rozchodu i drogości wielkiej, bo kilkaset złotych wychodziło na dzień.

23 aprilis – poniedziałek

W dzień wesoły św. Wojciecha patrona mego, po mszy świętej i nabożeństwie ranym wyjachałem na Czarne Morze na jednej czajce z panem Rudolphem Schitem, rezydentem cesarza jmci chrześcijańskiego, z czausem i z janczarami, którzy mi przydani dla posługi i straży byli, z pozwoleniem wezyra wielkiego, patrzyć incognito na galery, czołny i armatę wychodzącą Czarnym Morzem dla rekuperacyjej miasta i zamku Ozowa, który niedawno przed lat czterma Moskwa wzięła Turkom. Ta classis takiem porządkiem wychodzieła. Stanąwszy rano z świtem, 30 galer i 30 czołnów, Kozakom wziętych, i coś więcej z dwiema galijonami (maunami Turcy zowią), które jeden Greczyn, poturczony więzień, nie mogąc się z okupu doprosić zrobił, między Sztambułem a Galatą przeciwko Meczetowi Solimanowemu na morzu, osadzone dobrze wszytkie janczarami, lewentami, działmi i ręczną strzelbą, ozdobione chorągwiami świetnemi, kosztowną robotą, wielkimi o dwu ogonach dłuższymi na 20 łokci, a było po sześciu chorągwi na galijonach i galerach niektórych. Brzmiała wszędzie muzyka wojenna, trąby, bębny i fujary tureckie. Słychać było i surmaczów naszych więźniów i poturmaków z galer. O dziewiątej godzinie na półzegarzu cesarz sam zszedł z szaraju na dół, na sam brzeg morza. Tamże do niego przystępowały porządkiem galery przedniejsze i galijony. A naprzód z swoją Deli Huszain pasza, kapitan i hetman tej ekspedycyjej morskiej. Żegnał cesarza i kaftan wziął. Potym i drudzy. Uderzono zatym ze wszystkich dział i ze wszytkiej ręcznej strzelby. Uszykowane potem porządnie szeregiem odstąpiwszy od brzegu na dwoje strzelenia z łuku od cesarza, znowu salwę dano z armaty wszytkiej, a trzeci i czwarty raz minąwszy Galatę w półmilu, minąwszy pałac i ogród Nassuff pasze, gdzie już noclegiem stanęli. W nocy zaś, jako nam chrześcijanie powiedali, wracali się Turcy do Stambołu z galer, których w dzień dla aparecyjej i liczby wypędzono było z kromów i warsztatów. Zajeżdżał i cesarz sam incognito z matką (wezer wprzód galerą swoją zieloną albo kaikiem wielkim) do ogrodu jednego dla przypatrzenia się każdej z osobna galerze i inszym statkom. Wszytkie ze spodu czarno, a ku wierschowi różnemi farbami malowane były te naves, wiosła nawet, do których niewolnicy niebożęta naszej krwi i nacyjej nawięcej, ciężko przykowani robili nago niektórzy, co nam też po tej rekreacyjej serca trapiło i oczy smęciło na ten ich rozkosz patrząc.

O dwunastej na półzegarzu w południe samo wysiedliśmy do pałacu i ogrodu Nassuff pasze, kosztem wielkiem zbudowanego po wszytkich pokojach i ścianach farfurowych usłane odbicia i wezgłowia drogo haftowane, jedwabne kobierce, na salach i alkierzach fontany, gdzie sołtana żona jego, absens na ten czas, przemieszkiwała.

Zjadszy obiad z ochoty pana rezydenta, puściliśmy się morzem ku Czarnej Wieży, w której jm. pan krakowski, hetman nasz dzisiejszy wielki, siedział dwie lecie niemal, a z niem Żółkiewski Łukasz, Ferensbach i książę Korecki, który tamże udawiony. Spłynęliśmy potym na Szkuder, w Azyjej leżący, i wysiedli do pałacu cesarskiego, który nieboszczyk Amurat gwoli delicyjom swoim zbudował; ogrody, fontany, pokoje kosztowne, ściany farfurowe, z których wody leviter defluunt i sen przywodzą, sadzawki różne, wyższe i niższe, łóżnice, łaźnie cesarskie do podziwienia, alkierze szklane i insze vanitates. Z Azyjej ujrzawszy po lewej ręce Calcedomian, gdzie główne concilia bywały i na których papieże rezydowali, płynęliśmy mimo sam cesarski pałac cyprysowy, mimo same jego galeryje dolne, aż do gospody pana rezydenta, gdzie na konia wsiadszy, powróciłem do domu swego.

24 aprilis – wtorek

Bekier pasza z Rhodos przypłynął Białem Morzem w piętnastu galerach. Przywitał cesarza z dział i stem tysięcy talerów, a cesarz jego kaftanem. Nazajutrz przyszła wiadomość, że Persowie zabili wezera swego wielkiego Serchiana o to, że Amuratowi poddał Babilon i z faworu dla zawarcia pakt do nowego cesarza do Stambułu posła wyprawował. Przyniesiono i to, że Turcy in praesidio tamże będący, nad któremi Derwisz pasza starszem, buntują się skrycie dla uław zatrzymanych i głodu.

26 aprilis – czwartek

Z południa zaraz byłem na pierwszej audyjencyjej u Mustafa pasze, wezera wielkiego. Po przywitaniu oddałem kredens. Częstował stołkiem haftowanym na czerwonym aksamicie, potym serbetem, na ostatek 20 kaftanów przynieść i na 20 osób, przyjaciół i sług moich, włożyć kazał. Na ten czas witano tylko i ceremonije były. Potym we cztery godziny powróciłem do domu. Nazajutrz rezydent cesarza chrześcijańskiego witał mię i na obiad został.

28 aprilis – sobota

Listy do K. J. Mci i inszych posłałem na sejm przez Siedmiogrodzką Ziemię. Tegoż dnia poszło dziesięć galer na Czarne Morze dla języka, to jest pięć pod Ozow, a drugie pięć pod Oczaków; z ostatkiem Deli Ussaim pasza zatrzymał się na brzegu od Konstantynopola.

29 aprilis – niedziela

W niedzielę więźniowie niebożęta z galer byli u mnie prosząc ratunku z oków, panowie Lisakowski, Żamicki, Górski, Brzeżański, Kuźmiński i insi z galer białomorskich. Nazajutrz znowu drudzy z inszych czarnomorskich galer.

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 20 martii – 5 aprilis

20 martii – wtorek

Cieplejszem dniem, dobrą i równą drogą prowadzieła mię chorągiew jazdy. W drodze potkałem się z Constanem, bratem hetmana przeszłego wołoskiego, indygeny naszego, który to niemało nowin powiedział o śmierci króla perskiego i chana tatarskiego. W pół drogi zaszło mi siedm chorągwi ludzi dobrych z panem Pilarem, nawyszym ekonomem multańskim. Przebywszy w bród rzekę niemałą, bystrą Buzową, stanęliśmy w miasteczku Buzowie.

21 martii – środa

Dla zdrowia mego niesposobnego wytknęliśmy tamże posłów multańskich traktując. Także i nazajutrz tamże zamieszkaliśmy dla wielkiego wiatru i srogiej zawieruchy śnieżnej.

23 martii – piątek

Wyprowadziła nas chorągiew Kozaków w dobrą milę. Śniegi co dalej, to większe. Przebywałem rzekę Krykow, nad którą czekały mię siedm chorągwi jazdy. Przyśliśmy znowu do drugiej rzeki Prawowa nazwanej; z pracą i niebezpieczeństwem przez nię przeprawa w bród, głęboka i bystra barzo tak, że i wozy niektóre w pół zabierała, lubo jezda multańska impet na sobie trzymała. Za rzeką piechota stała, która nas aż do Gierlice prowadzieła na nocleg 5 mil multańskich.

24 martii – sobota

Z Gierlice mrozem dobrym tak, że i ptastwo zmarzłe zbierała czeladź w lesiech. W pół drogi rzekę Sałowicze dobrym mostem przebyliśmy. W pół mili przed Bukoreszotem, stolicą multańską, druga siedm chorągwi jezdy i ósma piechoty zaszła mi drogę.

25 martii – niedziela

W Bukoreszcie, stolicy multańskiej, stanąłem. Pan Kluczary z panem Starzawskim od hospodara z Targowice listy mi oddali i witali z łogofetem i z Giormem kapitanem.

26 martii – poniedziałek

Tamże dla nabożeństwa w kościółku tamecznym w dzień Annuntiationis Beatae Mariae Virgini. Manastyr kosztowny Raduła hospodara, zamek murowany. Rzeka Dębowica środkiem miasta idzie. Achmet aga z Konstantynopola do hospodara minął po haracz. Tamże kilka dni zmieszkałem dla scyjatyki, która mię trapieła.

30 martii – piątek

Oddawszy listów kilka fascykułów Ormianom kamienieckim, wyjachałem z Bukoresztu. Wyprowadzało mię daleko w pole 10 chorągwi jazdy dobrej i piechoty drugie 10 chorągwi. Nocleg w wiosce Ciorani za pięć mil, któreśmy dziesięć godzin całym jednem cugiem jachali.

31 martii – sobota

Dzień chłodny, piękną równiną dwie rzeki przejachawszy, ukazało się nam jezioro wielkie barzo i rzeki albo raczej odnogi szerokie, które z Dunaju wyszły. Nocleg w wiosce Werszezie za trzy mile.

1 aprilis – niedziela

Niedziela kwietna. Dzień wesoły, pogodny, z lekkiem wiatrem. W mili przez pustą wioskę przejachawszy, przyszliśmy do mostu długiego w Multańskiej Ziemi jeszcze i dobrego przez rzekę albo raczej odnogę Dunaju, u którego straż multańska armatno stała. Potym cztery mosty przebywszy, stanąłem u brzegu Dunaju o ośmnastej godzinie. Wiatr wszytek zarazem ucichł tak, że nigdy spokojniejszy Dunaj być nie może. Wsiadłem w czajkę, która mię z Turczynem kapitanem pod chorągwią czerwoną czekała, i przebyłem prędzej, niżeli za ćwierć godziny, Dunaj pod sam sylistryjski zamek, od Greków jeszcze quondam murowany. Wozy jednak z końmi przeprawowały się za mną, od południa począwszy, aż godzinę w noc przyszły ostatnie do dworu wczesnego i przestronnego z zamku mi naznaczonego, gdzie już i żywnością przystojną opatrzono. Tamże i drugie dwa dni strawiłem na ceremonijach z Turkami. Muzyki różne były do uprzykrzenia szkatule. Dydyńska Polka syna, grzecznego i strojnego z Turczynem spłodzonego, przysłała witać nas i poznawać.

4 aprilis – środa

Ruszyłem z Sylistryjskiej dniem pogodnem, mszej świętej w polu przy karocy wysłuchawszy. Nocowałem za trzy mile we wsi bułgarskiej, Aflatlar zwanej. Żywności mi odtąd nie dawano do samego Konstantynopola; wszytko za pieniądze kupować przyszło, czego czaus pijanica był przyczyną.

5 aprilis – czwartek

Nocleg za sześć mil dobrych u Turczyna we wsi Omurfak. Nazajutrz, to jest w Wielki Piątek, przymrozek dobry, biały i cały dzień zimny. Nocleg za trzy mile we wsi Artakoj.

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 15-19 martii – czwartek/poniedziałek

W końcu udało się odnaleźć książkę, więc spieszę z nadrabianiem relacji z podróży naszego Jegomości Posła, a wydarzyło się coś niespodziewanego właśnie dnia marca dziewiętnastego 😉

15 martii – czwartek

W Berładzie, nad rzeką tymże imieniem zwaną. Dzień ciepły, pogodny, droga dobra, trawa się dobywa. Tu w nocy ks. pleban Wyznański, kapelan mój, czworo dzieci okrzcieł. Nazajutrz w Tekuci, mil cztery nad tąż rzeką Berładą. Czaus turecki z Konstantynopola bieżał do hospodara dając znać, że Halil, pasza sylistryjski, manżułowany, a na jego miejsce Ipsir pasza naznaczony.

17 martii – sobota

W mili od Tekuci spuściliśmy się z góry na dół nad rzekę Seret, którą trzy godziny przebywaliśmy promem, na czółnach zbudowanym. W drodze jadąc w lewej ręce była mogiła wysoka, w polu usypana in memoriam wesela, które Raduł hospodar wołoski synowi swemu przed kilkąnastą lat sprawował w wielkiej magnificencyjej na tym miejscu. W mili znowu przejachaliśmy drugą rzekę Pudno. We czterech milach stanąłem w miasteczku Foksanach nad rzeką Milkomatem (która środkiem miasteczka idąc dzieli Wołoską Ziemię z Multańską) wdzięcznie przyjęty od namiestników Matwieja, wojewody multańskiego. Dzień chłodny, bo z gór multańskich śniegami okrytych zimny wiatr powiewał.

18 martii – niedziela

W Niedzielę Śródpostną w nocy śnieg niemały spadł tak, że okrył ziemię. Przyszedł mi respons od hospodara multańskiego i pan Giorma, kapitan jego, przybiegł ochotę pana swego opowiedając. Chciał i sam hospodar z Targowice zbieżeć do Gierlice albo do Bukaresztu, ale napisał dysswadując, aby się zatrzymał dla suspicyjej od Turków i niewczasu jego jako podeszłego w leciech, a zwłaszcza że i od nowego pana z Stambułu chorągwie jeszcze nie ma. Tu dwie rocie kozackie zaszły mi i prowadziły do Rybnika.

19 martii – poniedziałek

Mróz niemały z zimnem wiatrem zatrzymał mię tamże w Rybniku, gdziem lekarstwa zażył dla scyjatyki, która mi była prawą biodrę i nogę odjęła tak, żem trzy niedziele na nię postąpić nie mógł z bólem i niewczasem moim. Odprawiełem ks. franciszkana do Targowice z listami do hospodara. Odprawiełem ks. franciszkana do Targowice z listami do hospodara. Tamże trzęsienie ziemie circa vigesimam horam; twierdzili drudzy, że trzy razy tego dnia było.

Wielka Legacja Wojciecha Mias(t)kowskiego 11/13 martii – niedziela/wtorek

Przespałem nieco skupiając się na koronnej awanturze, czas zatem nadrobić dwa dni podróży jegomości Posła jednocześnie opisując.

11 martii – niedziela

Pan Romaszkiewicz, tłumacz mój, bieżał z instrukcyją moją do Multan. A ja sam nazajutrz w dzień św. Grzegorza ruszyłem się za nim z Jass po rannej mszy mimo zamek na groblą. Na Lesie Bukowinie złej drogi zażyliśmy (bo mila była góry wysokiej i przykrej) w samą rościeć, przez którą nas deszcz wielki i gęsty prowadzieł z uprzykrzeniem tak, żeśmy dwie mili tylko półosmy godziny jachali. Nocleg we wsi, Skintia zwanej.

13 martii – wtorek

Stąd do Wasłuja cugiem jednym mil cztery. Wasłuj, miasto dawne, stolica kiedyś hospodarów wołoskich bywała. Są jeszcze ruiny murów i pokojów, od Stefana hospodara nad Berładą rzeką, która idzie pod to miasteczko, murowanych. Nazajutrz we wsi Doliny nocleg mil dwie wołoskich.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 9 martii – piątek

Przyszły mi listy od jm. pana krakowskiego, w których mi dał znać o ordzie krymskiej, że świeżo w Zapusty przeszłe niemałą inkursyją w Kijowszczyźnie uczyniwszy, wielką szkodę uczynieła i ludzi wiele w niewolą nabrała. Panowie hetmani obadwa doszli ich byli z wojskiem, ale sroga i niesłychana zawierucha i wiatr przeciwny bitwy bronieł, bo nie tylko potkać się, ale i widzieć nieprzyjaciela nie dopuścieł. Posłałem listy do Konstantynopola do wezera, do Multan i do pana krakowskiego.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 7 martii – środa

Posłałem do hospodara z gospody swej pana Kossakowskiego, pana Ciświckiego i pana Miastkowskiego, synowca mego, z listami K. J. Mci i jm. pana krakowskiego z opowiedzeniam przyczyny, że go sam widzieć i nawiedzić nie mogę, ponieważ mię sam w polu osobą swą nie przywitał, jako dawny zwyczaj i powinność tutecznych hospodarów niesie. Skoro to usłyszał hospodar, że u niego być nie chcę, z gniewiem i furyją skończyć mowy panu Kossakowskiemu nie dopuścieł, listów nie przyjął, podwód na progę nie pozwoleł i żywności w drodze aż do Multan dawać zakazał.

Jak widać dzieje się, akcja nabrała rumieńców!

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 6 martii – wtorek

Ot zagapiłem się i mi dwa dni jegomości Posła uciekły, spieszę zatem nadrobić zaległości.

Ruszyłem do Jass trzy mile. Wysłał przeciwko mnie hospodar brata swego, hetmana, z przedniejszemi urzędnikami i bojarami swemi i z kilką chorągwi Merzestów. A iż sam nie wyjachał, jako był według dawnych zwyczajów powinien, ja też w karocy siedząc do miasta wjachałem i z niem widzieć się nie chciałem. Skąd między nami gniew i nieprzyjaźń nastąpieła.

Wielka Legacja Wojciecha Miaskowskiego 5 martii – poniedziałek

Dziś to się imć Poseł rozpisał!

We wsi Kryniczanach nad rzeką Dzieżą, niedaleko rzeki Prutu i lasu, Sasowy Róg zwanego, na którym miejscu nieboszczyk Stefan Potocki, starosta na ów czas feliński, Konstantego, szwagra swego, syna Jeremiowego, wprowadzając na hospodarstwo wołoskie w roku 1612 od Tomsze hospodara pogromiony został i więźniem do Konstantynopola wzięty. Tamże na wysokiej górze jest mogiła usypana, która przedniejszych bojar i urzędników wołoskich, życzliwych Konstantemu i wojsku naszemu, po bitwie przegranej od tegoż Tomsze pościnanych pokryła, przyjaciół i znajomych moich, bo z rozkazania królewskiego zjeżdżałem w tymże roku do Lwowa i na to wojsko i niefortunną ekspedycyją piniądze dawałem z konstytucyjej panów wołoskich posłany. Byłem potym od K. J. Mci dla zatrzymania wojska w Podolu, ale już był z niem przeszedł Dniestr i Prut pan starosta feliński, wyżej mianowany, do Wołoch, ani się chciał wrócić nazad do Korony sic urgente et impellente fato, które i pana Golskiego, wojewodę ruskiego, z frasunku wielkiego w kilka dni w grób wpędzieło w Kamieńcu z tej przyczyny, że Potockiego jako szwagra swego w tej nieszczęsnej potrzebie posiłkować nie mógł, stanąwszy nad Dniestrem ex opposito Chocimia.